czwartek, 6 listopada 2014

Setsu ocenia: John Marsden - "Jutro"

Tytuł: Jutro. Nie ma już żadnych zasad.
Autor: John Marsden
Seria: Jutro
Tom: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 272

Nie ma już żadnych zasad.

"Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej.

Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.

Okazało się, że naszego świata już nie ma. Że nie ma już żadnych zasad. A jutro musimy stworzyć własne."

Tak właśnie opisał to twórca książki. Bardzo trafnie zresztą. Przypada do gustu, nie zdradza zbyt wiele... Właśnie tak, jak powinno być.

Książka opowiada o grupce nastolatków, różnych od siebie charakterem i poglądami, ale trzymających się razem. Jednego dnia wpadli na pomysł spędzenia czasu w górach - na biwaku. Byli tam parę razy, ale tym razem chcieli zmienić miejsce. Chcieli udać się do Piekła, czyli niedostępnego miejsca w górach. Krążyły o nim nieprzyjemne legendy i rodzice mieli wiele do powiedzenia w tej sprawie - po prostu nie mieli ochoty puścić dzieci do takiego miejsca, o zgrozo, na kilka dni. Poza tym niedługo miał się odbyć festyn, na którym mieli być obecni wraz z nimi. Ostatecznie jednak udzielili zgody pod warunkiem, że pojadą większą paczką, tak dla bezpieczeństwa. Mimo trudu związanego z dostaniem się do Piekła wszyscy byli w dobrych humorach, nikt nie spodziewał się tego, co zastaną w domu... Martwe zwierzęta, opuszczone domy, żadnej wiadomości. Nie ma zasięgu. Kto nie byłby zagubiony? Kiedy zorientowali się, że rozpacz nic nie da, że złe myśli tylko pogarszają sytuację, postanowili działać. Zdecydowali, że znalezienie rodziców to ich priorytet. W tym celu skierowali się do miejsca, w którym miał się odbyć festyn. O ile w ogóle się odbył...

Świat wykreowany w utworze widzimy oczami Ellie, to ona opisuje wszystko, co się z nimi działo. Już na początku powieści Ellie pisze: "Upłynęło zaledwie pół godziny, odkąd ktoś - chyba Robyn - powiedział, że powinniśmy to wszystko zapisać, i zaledwie dwadzieścia dziewięć minut, odkąd wybrano do tego mnie". To oznacza, że narrator nie jest wszechwiedzący, a my mamy ograniczone informacje.

Oprawa graficzna jest minimalistyczna, co mi się baardzo podoba, bo gustuję w takich rzeczach. Trochę duże marginesy, ale nie przeszkadzało to zbytnio w czytaniu. Bok fantastycznie komponuje się na półce.


Czytało się w porządku, nie dłużyło się.
Po przeczytaniu chciało się więcej. 


Gorąco polecam sięgnąć po ten tytuł. Nie ma nic lepszego na sobotnie wieczory z ciepłą herbatą.